Ogólne

Królowie życia, jeszcze jeden dzień z życia agenta.

Praca agenta ubezpieczeniowego potrafi być wyczerpująca, potrafi też skłonić do refleksji. Nie wiem dlaczego ale większości moich rozmówców, potencjalnym klientom, wydaje się , że są nieśmiertelni. Wypadki, choroby dotkną innych ale nie ich, oni mają patent na nieśmiertelność są królami życia.

Kilka dni temu jeden z kluczowych moich klientów miał wypadek samochodowy. Zginął na miejscu. Po zakończonym urlopie jechał do pracy , jak to określił „gasić pożary” . Nie dojechał.  Na co dzień wykonywał wolny zawód, żona syn studiujący za granicą, dostatnie życie, plany na przyszłość. I nagle koniec, scenariusz jego życia się wyczerpał, nic więcej już w nim nie było i nie będzie zapisane.  Ci, których kochał, żona i syn będą musieli dalej sami pisać własny scenariusz już bez niego.  Na szczęście ojciec pełen pokory wobec życia, przygotował rozwiązania na taką sytuację.  Dzięki kilkusettysięcznemu odszkodowaniu syn skończy studia , żona zachowa dotychczasowy poziom życia. Dramatowi emocjonalnemu nie będzie towarzyszył dramat finansowy.

Od kilku lat z dużym zaangażowaniem oddaję się mojej sportowej pasji jaką jest gra w golfa. Z tą grą wiąże się pewien kanon zachowań, dawniej charakterystyczny dla dżentelmenów. Dzisiaj kanon ów nieco obniżył loty, ale dalej na polu golfowym obowiązuje wzajemny szacunek, uprzejmość. Kilka dni temu miałem okazję obserwować czterech graczy w wieku co najmniej średnim, nowobogaccy. Najnowszy sprzęt, ciuchy, wszystko z górnej półki. Niestety maniery z rynsztoka. Nie liczyli się z innymi graczami na polu, z arogancją i wulgaryzmami byli za pan brat. Królowie życia, wszystko im wolno.

Zastanawiam się , kto  z nich faktycznie jest (był) królem życia. Czy ci moi rozmówcy, którzy mają patent na nieśmiertelność i wieczne zdrowie, czy ci nowobogaccy golfiści bez krzty pokory i szacunku dla innych, czy też mój tragicznie zmarły klient? Ten ostatni nie do końca , jak każdy z nas, miał wpływ na to co mu przyniesie życie, miał jednak wpływ na skutki zdarzeń. Zatem to chyba on był królem życia.

 

Przepraszam za niemerytoryczny wpis na blogu, chciałem tym artykułem pożegnać się z moim klientem.

 

Mariusz Zimecki
Doradca finansowy i ubezpieczeniowy
Może Ci się również spodobać
Finanse osobiste
Dzień z życia agenta
Ogólne
Wybierasz się na narty?
2 komentarze
  • Ela
    31 lipca 2018 z 21:42

    Podoba mi się treść.krótko na temat a jednocześnie zmusza do refleksji!! Jestem fanką blogera!!

  • 31 lipca 2018 z 17:17

    Ostatnio żona mojego kolegi, który zmarł nagle, po bardzo krótkiej chorobie, w wieku 57 lat, zapytała mnie dlaczego „nie wcisnęłam ” jemu na siłę ubezpieczenia na życie. Została sama, z 14-letnim synem i kredytem do spłacenia. I jak tu drogi kliencie rozmawiać? Często spotykam żony przeciwne ubezpieczeniom na życie, natomiast jeszcze nie spotkałam żadnej wdowy, która miałaby pretensje , że mąż posiadał odpowiednie zabezpieczenie w formie polisy i pozwala jej to teraz na utrzymanie poziomu życia, na studia dla dzieci, na mieszkanie w tym samym domu, bez konieczności sprzedania go.

Zostaw odpowiedź