Ogólne

Jeszcze jeden dzień z życia agenta

Jeszcze jeden dzień z życia agenta.

No może nie dzień a powiedzmy kilka ostatnich dni.

Moje biuro w Świnoujściu, spokojny , rozplanowany, dzień pracy przerywa dźwięk telefonu.  W słuchawce słychać szloch, po chwili „ mąż nie żyje”. Dzwoniła żona marynarza, miał 55 lat. Dopadł go zawał na statku. Szybki transport do kliniki w Bostonie, najlepsza opieka, nie pomogło.  Zmarł.  Dopiero co ukończony dom, nowo narodzony wnuk. Nic tylko cieszyć się życiem i odcinać kupony. Żona wieloletnia agentka ubezpieczeniowa, od lat poza zawodem, o ubezpieczeniach „ wiedziała dużo i lepiej”.  Wbrew radom, obniżała sumy ubezpieczenia do minimalnych,  za każdym razem twierdząc , że jemu bardziej potrzebny jest kapitał emerytalny. Już nie. Odszkodowanie? To co uzbierał, kapitał emerytalny.

czytaj więcej